Zastanawiałem się ostatnio, jak dziwne jest, że ktoś może śledzić wszystko, co kiedykolwiek zrobiłem na łańcuchu, patrząc na historię mojego portfela. Nagle zrozumiałem, dlaczego duże instytucje nie chcą mieć nic wspólnego z większością blockchainów. Kto chciałby prowadzić operacje finansowe w szklanym pudełku? To myśl pchnęła mnie z powrotem do $DUSK , którą wcześniej tylko przeglądałem, ale nigdy nie przyglądałem się jej uważnie. Z tego, co widziałem, @Dusk próbuje rozwiązać właśnie tę samą przeciwność — prywatność i regulacje istniejące w tym samym miejscu bez ciągłego wzajemnego konfliktu. To warstwa 1 zaprojektowana tak, by transakcje były domyślnie prywatne, ale nie w sposób „zniknięcie w ciemności”. Raczej: decydujesz, kto może zobaczyć szczegóły, i tylko wtedy, gdy naprawdę to potrzebuje. To miało sens dla mnie w sposób praktyczny, a nie tylko z powodu haseł. Architektura jest modułowa, co początkowo wydawało mi się tylko eleganckim słowem, ale faktycznie ma znaczenie. Prywatność znajduje się w jednym miejscu, kontrole zgodności w innym, wykonanie w trzecim. Wydaje się to jak oddzielenie instalacji kanalizacyjnej, by jedna wycieczka nie zaludniła całego domu. Prawdziwe finanse stale się zmieniają, więc elastyczne elementy wydają się logiczne. Najbardziej zaskoczyło mnie, jak niepozornie wszystko wygląda. Bez kampanii memów. Bez karuzeli obietnic. Po prostu cichy wysiłek na budowę infrastruktury dla zregulowanego finansu, zgodnego z DeFi, aktywów tokenizowanych — wszystkiego tego, co mogłoby naprawdę wprowadzić kryptowaluty do świata rzeczywistego, a nie tylko kręcić się w kręgu spekulacji. Wciąż nie jestem przekonany, że instytucje natychmiast do tego przyskoczą. Poruszają się powoli, bolesnie powoli, a kryptowaluty nadal ich przerażają. A regulacje same w sobie nie są dokładnie jasne ani spójne. Ale coś w #Dusk ciągle mnie przyciąga. Wydaje się to jak projekt, który teraz nie jest głośny, ale może mieć znaczenie w przyszłości. Nie mówię, że to się stanie — po prostu nie mogę się odczuć, że warto go obserwować.
półprzytomny i półzirany, ponieważ wszystko wydawało się hałasem. Meme coiny rosną bez żadnego powodu, influencerzy krzyczą w próżnię, a typowe posty o „następnym dużym kroku” brzmią jak skopiowane. I z jakiegoś powodu w głowie pojawił się Dusk. Widziałem go wspominany kilka razy w poważniejszych kręgach, ale zawsze go odsuwałem. Zbyt mikro, zbyt regulowany, zbyt... nie wiem, dorosły? Ale kilka tygodni temu naprawdę usiadłem i poświęciłem mu czas. Nie szybkie przejrzenie. Nie wyjaśnienie z YouTube na 2x. Chodziło o przeszukiwanie dokumentacji, czytanie wątków, zadawanie pytań w czatach, cała rutyna wątku. I szczerze mówiąc, im głębiej zagłębiałem się, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że to coś działa w zupełnie innej kategorii niż typowy szum w kryptowalutach. Dusk to właściwie blockchain warstwy 1 stworzony dla regulowanej finansów. Co nie brzmi zbyt ekscytująco. Brzmi jak papierkowość i zgodność z przepisami, „proszę czekać, przekazujemy połączenie”. Ale interesujący aspekt to sposób, w jaki łączy prywatność z możliwością audytu. Taka kombinacja nie występuje często. Większość łańcuchów idzie w stronę pełnej przejrzystości albo w pełną ukrytą tryb. Dusk wydaje się celowo znajdować się w środku, a ta dziwaczna równowaga właśnie skłoniła mnie do dalszego zagłębienia się. Z tego, co widziałem, Dusk używa modularnej struktury — jak zestaw bloków, zamiast jednego monolitu. Prywatność ma miejsce w jednym obszarze, kontrole zgodności w innym, a wykonanie w trzecim. Działają razem, ale nie są tak silnie powiązane, że zmiana w jednym wszystko psuje. Lubię tę koncepcję, bo rzeczywiste systemy finansowe nie są proste ani liniowe. Są chaotycznymi sieciami zasad, wyjątków i procesów, które ciągle się zmieniają. W prostych słowach: Dusk próbuje, by transakcje były prywatne domyślnie, ale jednocześnie pozwalają odpowiednim osobom (audytorom, regulatorem, itp.) weryfikować rzeczy, gdy to konieczne. Nie automatycznie. Nie ślepo. Raczej z warunkową widocznością.
Przyglądałem się eksploratorowi bloków w jednej z ostatnich nocy i nagle zdałem sobie sprawę, jak dziwne jest to, że wszystko na większości łańcuchów po prostu... tam jest. Na widoku. Każda transakcja, każdy bilans, każde małe przesunięcie. To świetne z punktu widzenia przejrzystości, ale też trochę niepokojące, gdy się zastanowi, jak naprawdę działa finansowanie. Ten moment wywołał we mnie ciekawość w związku z numerem @Dusk , ponieważ podejście do sprawy jest praktycznie przeciwne. Z tego, co widziałem, Dusk to łańcuch typu layer 1 budowany wokół prywatności i regulacji jednocześnie. Brzmi to sprzecznie. Nadal nie jestem pewien, jak te dwa pomysły mogą współistnieć bez walki. Ale czytając o tym, wydaje się, że cały system został zaprojektowany tak, by transakcje były domyślnie prywatne, a ujawniane tylko wtedy, gdy istnieje uzasadnione powód. Bardziej jak w rzeczywistym świecie finansów, tylko bez chaotycznych papierowych śladów. Część modularna trochę mnie zmyliła. Wydaje się, że oddzielono warstwę prywatności, sprawdzanie zgodności oraz silnik wykonawczy, tak by każda mogła rozwijać się niezależnie. Mogę się mylić, ale przypomina to budowanie z osobnych kompartamentów zamiast jednego ogromnego klocka. Elastyczne, ale nie chaotyczne. Co mnie zatrzymało, to jak cicho projekt się zachowuje w porównaniu do typowego hałasu w kryptowalutach. Bez błyskawicznej reklamy, bez obietnic, że „rewolucjonizuje wszystko”. Wydaje się, że celują w instytucje — te, które dbają zarówno o prywatność, jak i możliwość audytu — co prawdopodobnie tłumaczy spokojny styl. Nie jestem jednak całkowicie przekonany, że instytucje naprawdę przeskoczą w najbliższym czasie. Są ostrożne na tyle, że dojdą do paraliżu. Wciąż jednak coś w tej idei ciągnie mnie w stronę siebie. Łańcuch, który nie próbuje być głośny, tylko chce być strukturalnie przydatny. Nie wiem, dokąd to prowadzi, ale na pewno skłonił mnie do myślenia więcej, niż się spodziewałem. #Dusk $DUSK
Natrafiłem na @Walrus 🦭/acc ($WAL ) po przypadkowej rozmowie, w której ktoś wspomniał o "decentralizowanym przechowywaniu danych na Sui", i zdałem sobie sprawę, że nie mam pojęcia, co to właściwie oznacza. Postanowiłem poszukać informacji, oczekując po części, że to kolejny przepiękny token DeFi z błyszczącą stroną internetową i niczym więcej. Ale im więcej czytałem, tym bardziej wydawało się, że to coś niecoś innego. Z tego, co widziałem, cała idea #Walrus jest dość prosta: duże pliki są dzielone na kawałki, te kawałki rozpraszane są po sieci, a nie musisz ufać jednemu serwerowi ani firmie, by wszystko zostało bezpiecznie przechowywane. Wykorzystują kodowanie wydajnościowe i coś zwanego magazynowaniem blobów, ale szczerze mówiąc, sposób działania jest dla mnie mniej istotny niż praktyczny efekt – tańsze, bardziej odpornościowe przechowywanie danych, niezależne od jednego dostawcy. To zrozumienie przyszło szybko. Co mnie zaskoczyło, to fakt, że aspekt prywatności nie jest wrzeszczany z dachu. Po prostu jest wbudowany w protokół. Prywatne transakcje, prywatne przetwarzanie danych oraz zwykłe funkcje stakingu i zarządzania, ale nie wydaje się to żadnym sztucznym gimmickiem prywatności. Raczej wydaje się, że zakładają, że prywatność powinna być normą. Nie pretensjonuję, że całkowicie się z tym zgadzam. Wciąż istnieje ogromne pytanie dotyczące przyjęcia przez użytkowników. Potrzebujesz rzeczywistych użytkowników, którzy przechowują rzeczywiste dane, oraz wystarczającej liczby węzłów uczestniczących, by system nie zawalił się pod ciężarem samej konstrukcji. A ponieważ został stworzony na Sui, jego rozwój zależy do części od rozwoju Sui. To sprawiło, że chwilę się zatrzymałem. Wciąż jednak coś w podejściu wydaje się solidne. Nie błyskotliwe, nie głośne. Po prostu rozwiązuje problem, który cicho irytuje wielu z nas. Ciekaw jestem, dokąd to sięga.
@Walrus 🦭/acc ($WAL ) przyciągnął moją uwagę, po tym jak ciągle słyszałem ludzi mówiących o „decentralizowanym przechowywaniu danych na Sui”, ale nikt naprawdę nie wyjaśniał, co to znaczy. Dlatego sam się tym zajrzałem, częściowo z ciekawości, częściowo ponieważ męczy mnie pretensja, że centralizowane chmury są niezawodne. Jedna zła awaria i nagle połowa Twojego przepływu pracy się zawiesza. Z tego, co zrozumiałem, Walrus nie próbuje wymyślić czegoś nowego w zakresie DeFi. Zajmuje się czymś pomiędzy infrastrukturą przechowywania danych a narzędziami prywatności. Podstawowa idea jest zaskakująco prosta: zamiast przechowywać duże pliki w jednym miejscu, Walrus dzieli je na wiele fragmentów i rozprasza je po sieci. Kodowanie wydzielające zapewnia, że wszystko można odtworzyć, a przechowywanie w formie blobów sprawia, że to tanio wystarczająco, by miało sens. Nie jestem inżynierem przechowywania danych, ale koncepcja szybko się u mnie załapała. To, co najbardziej mnie zwróciło uwagę, to sposób, w jaki system wydaje się domyślnie prywatny. Obsługuje prywatne transakcje, prywatne przetwarzanie danych oraz wszystkie typowe interakcje z dApp i stakingiem. Ale nie krzyczy „prywatność!”, co dwie sekundy, jak niektóre projekty. Jest subtelniejszy, jakby zespół zaprojektował go dla użytkowników, którzy nie chcą, by ich dane pływały w otwartym przestrzeni. Inna rzecz, którą zauważyłem, to to, że Walrus silnie opiera się na ekosystemie Sui. To zarówno ciekawe, jak i trochę ryzykowne. Ciekawe, ponieważ architektura Sui umożliwia rozwiązanie tego typu przechowywania danych. Ryzykowne, ponieważ jeśli Sui nie będzie się rozwijać wystarczająco szybko, #Walrus może wydawać się zbyt wczesne — może zbyt wczesne. Wciąż jednak projekt ma sens dla mnie w praktycznym ujęciu. Nie jest to hype, nie jest to flashy, po prostu rozwiązanie rzeczywistego problemu: przechowywanie dużych danych bez ufnego zaufania jednej firmy. Nie stawiam na to swoich oszczędności, ale trzymam go na liście obserwacji, by zobaczyć, jak będzie wyglądać przyjęcie.
Przez kilka dni patrzyłem na moją portfelę, zastanawiając się, dlaczego połowa rynku wydaje się maszyną do gier. Każde kolejne projekt to albo mem, albo jakaś „rewolucyjna” łańcuch, która wygląda dokładnie jak pięć poprzednich. A potem przypomniałem sobie @Dusk — projekt, w który natknąłem się kilka tygodni temu i którego nie przestałem analizować. Z tego, co widziałem, #Dusk nie próbuje być kolorowy. To warstwa 1 stworzona dla regulowanych, skupionych na prywatności rozwiązań finansowych. Nie chodzi o hiperboliczne głosy. Raczej o instalacje za kulisami. Najprościej to wyjaśnić: Dusk pozwala, by transakcje finansowe były domyślnie prywatne, ale umożliwiają weryfikację przez audytorów lub regulacyjne organy, gdy to konieczne. To trochę jak mieć zasłony na oknach zamiast całkowicie ich otwierać, ale możesz je odciągnąć, jeśli ktoś uprawniony naprawdę potrzebuje spojrzeć wewnątrz. Część z modułowej architektury początkowo mnie zmyliła, ale idea jest naprawdę prosta. Różne komponenty obsługują prywatność, kontrole zgodności i wykonanie osobno, więc jedna aktualizacja nie psuje wszystkiego innego. Wydaje się, że zaprojektowano ją z myślą o realnym świecie finansowym — który jest chaotyczny i ciągle się zmienia. Teraz przyznam się szczerze: nie jestem całkowicie przekonany, że instytucje szybko ją przyjmą. Duże instytucje finansowe poruszają się wolniej niż lodowce. A regulacyjna strona kryptowalut ciągle się zmienia, więc istnieje szansa, że Dusk będzie czekać, aż prawa dogonią technologię. Ale im więcej o tym myślę, tym bardziej czuję, że $DUSK znajduje się w miejscu, które większość łańcuchów ignoruje. Buduje przyszłość, w której finanse na łańcuchu muszą być prywatne, zgodne z przepisami i rzeczywiście używane przez tradycyjne instytucje — nie tylko przez detalicznych traderów szukających kolejnego APY. Nie wiem dokładnie, jak to się rozwinie, ale Dusk znajduje się w tej rzadkiej pozycji, na którą nie mogę przestać patrzeć.
Zastanawiałem się, jak przebiegało przewijanie wykresów w nocy, połowa znudzona, połowa frustracja, i ciągle myślałem o tym, jak większość kryptowalut wciąż wygląda jak ogromny kasyno. A potem znowu przyszło mi na myśl Dusk — nie dlatego, że rośnie, ale dlatego, że jest jednym z niewielu projektów, które naprawdę wydają się mieć cel w świecie rzeczywistym. Z tego, co widziałem, $DUSK to właściwie warstwa 1 stworzona dla rzeczy, o których nikt nie mówi na Twitterze: zarejestrowane finanse, prywatność, zgodność… wszystkie nudne, ale ważne elementy infrastruktury. Prosta wersja to taka: pozwala zachować prywatność aktywności finansowej domyślnie, ale nadal umożliwia audyt, gdy będzie to potrzebne. Podobnie jak mieć ciemne szyby, ale móc je opuścić dla odpowiedniej władzy. Szczerość, co mnie zdziwiło, to jak czysta jest ta koncepcja. Zamiast próbować być wszystkim, @Dusk skupia się na tym, by umożliwić instytucjom budowanie na łańcuchu bez ujawniania wrażliwych danych. To ogromne, ponieważ przejrzystość jest świetna, dopóki nie zrozumiesz, że każdy może śledzić każdy ruch, jaki robisz na publicznych łańcuchach.
Mam jednak wątpliwości. Przyjęcie technologii to zawsze wielkie pytanie. Instytucje poruszają się powoli, a przekonanie ich do przejścia na nowe technologie nigdy nie jest łatwe. A także sytuacja regulacyjna jest złożona — różne kraje, różne zasady. Mimo to coś w #Dusk wydaje się… realistyczne. Nie krzyczy o uwagę. Po prostu cicho buduje elementy infrastruktury krok po kroku. I w przestrzeni pełnej hałasu to samo już wystarcza, bym nadal na niego patrzył.
Miałem tę irytującą chwilę w zeszłym tygodniu, gdy moje chmury losowo wylogowały mnie i odmówiły synchronizacji folderu, który naprawdę potrzebowałem. Przypomniało mi to, jak wciąż niewygodnie czuć się wobec naszych "nowoczesnych" rozwiązań przechowywania danych. To właśnie to popychało mnie do poważniejszego spojrzenia na niektóre alternatywy rozproszone, a #Walrus (WAL) okazało się jednym z projektów, do których ciągle wracałem. Na podstawie tego, co widziałem przeglądając dokumentację i rozmawiając z kilkoma osobami z Sui, @Walrus 🦭/acc nie próbuje niczego imponującego tylko po to, by wywołać sensację. To po prostu system, który dzieli pliki na części i rozprowadza je po rozproszonej sieci przy użyciu kodowania z wykorzystaniem erasure coding. Brzmi technicznie, ale cała idea jest prosta: nie tracisz swoich danych, jeśli jeden węzeł zniknie. I nie musisz płacić absurdalnych opłat za przechowywanie na łańcuchu, ponieważ wykorzystują one magazynowanie typu blob, które jest lżejsze i tańsze. Token $WAL znajduje się w centrum tego wszystkiego — zarządzanie, zabezpieczenie, interakcje z dApp, prywatne transakcje. Nic zbyt ekstremalnego. Co jednak zwróciło moją uwagę, to sposób, w jaki funkcja prywatności nie jest promowana jak jakiś sztuczny trick. Po prostu… istnieje. Cicho. Jakby było normalne, że użytkownicy nie chcą, by całe ich życie było na widoku. Ale muszę być szczery — zawsze jest jakiś haczyk w projektach rozproszonego przechowywania danych. Głównym problemem jest przyjęcie przez użytkowników. Potrzebujesz prawdziwych użytkowników, prawdziwych danych, prawdziwych operatorów węzłów, inaczej cały model się zawali. A ponieważ Walrus opiera się na rozwoju ekosystemu Sui, dodatkowo wkradła się dodatkowa warstwa niepewności. Niemniej jednak coś w praktyczności tego rozwiązania trzyma się we mnie. Nie krzyczy o uwagę, i może właśnie dlatego wydaje się godne obserwacji.
Próbowałem wytłumaczyć kryptowalutę znajomemu niedawno, i w połowie mojego wywodu o przejrzystości, portfelach i eksploratorach bloków zdałem sobie sprawę, jak dziwne jest to, że wszystko, co robisz na łańcuchu, jest w zasadzie publiczne na zawsze. Wyobraź sobie wszystkie swoje transakcje bankowe przyklejone do tablicy ogłoszeniowej. Uświadomiłem sobie, jak nierealne to jest dla poważnego użytkowania finansowego. I właśnie to sprawiło, że znów pomyślałem o #Dusk . Z tego, co widziałem, @Dusk stosuje przeciwne podejście. Jest to warstwa 1 stworzona dla regulowanej finansów, ale z prywatnością wbudowaną w samo jądro, a nie dodawaną jako pożądane ulepszenie. Prosta wersja brzmi tak: transakcje są prywatne domyślnie, ale mogą być audytowane, gdy naprawdę są potrzebne. Przypomina to skrytkę, która otwiera się tylko dla odpowiedniej osoby, a nie dla całego internetu. Projekt modułowy ma sens, gdy się w to zagłębisz. Logika prywatności znajduje się w jednym miejscu, sprawdzenia zgodności w innym, a wykonanie w trzecim. Działają razem, ale nie splątują się. To ważne, ponieważ rzeczywista finansów to bałagan, a zasady się ciągle zmieniają. Nie chcesz, żeby jedna aktualizacja zniszczyła cały łańcuch. Myślę, że najciekawszy aspekt to sposób, w jaki $DUSK pozycjonuje się pomiędzy kryptowalutami a tradycyjnymi finansami. Nie chce zastąpić banków od razu, nie chce być łańcuchem typu kasyno — po prostu buduje infrastrukturę, którą instytucje mogą kiedyś potrzebować, jeśli kiedyś przeniosą rzeczywiste aktywa na łańcuch.
Ale tak, mam wątpliwości. Główną jest przyjęcie przez rynkowe instytucje. Instytucje są powolne. A regulacyjne organy nie są szczególnie szybkie w zatwierdzaniu nowych technologii, szczególnie gdy chodzi o prywatność. Istnieje na pewno ryzyko.
Mimo to, coś w Dusk sprawia, że wydaje się, że rozwiązuje rzeczywisty problem, a nie po prostu śledzi trendy. I właśnie dlatego wciąż przychodzi mi do głowy, nawet gdy nie mam aktywnie na niego spojrzenia.
piję zimny kappuccino i próbuję zrozumieć kolejny tytuł o „instytucjonalnym DeFi”. Zazwyczaj ten termin sprawia, że moje oczy się męczą. Wydaje się, jakby ktoś próbował przyczepić dwa kawałki puzzli, które nigdy nie miały do siebie pasować. Ale potem zrozumiałem, że Dusk ciągle pojawia się w tych rozmowach, więc pomyślałem — dobra, po prostu przeanalizujmy to, zamiast machać ręką. I szczerze mówiąc, zagłębienie się w tę kopalnię było ciekawsze, niż się spodziewałem. Nie zaczynałem od żadnego zaawansowanego whitepaper. Literally wpisałem „#Dusk blockchain wyjaśniony jak dla pięciolatka” do Google i poszedłem dalej od tego punktu. Im więcej czytałem, tym bardziej wydawało się, że Dusk próbuje rozwiązać ten dziwaczny paradoks, w którym kryptowaluty chcą prywatności, a regulacje chcą przejrzystości, a obie strony mają rację. To jak budowanie domu, w którym każda komnata ma okno, ale przez nie mogą patrzeć tylko ci, którzy mają odpowiedni klucz. Z tego, co widziałem, Dusk to w zasadzie blockchain warstwy 1 stworzony dla rzeczywistych, poważnych zadań finansowych — ale z wbudowaną prywatnością. I nie chodzi tu o prywatność w sensie „anarchia, ukrywanie się przed wszystkimi na zawsze”. Raczej o „ty kontrolujesz, kto co widzi i kiedy”. Ta różnica ma znaczenie. Co najmniej miała dla mnie sens, gdy tylko to zrozumiałem. Łańcuch sam w sobie jest modułowy, co wiem, brzmi jak jedna z tych fraz, które mogą oznaczać prawie wszystko. Ale w przypadku Dusk wydaje się to oznaczać, że oddzielono komponenty zajmujące się prywatnością, zgodnością i wykonaniem, dzięki czemu każdy może się rozwijać lub aktualizować bez niszczenia pozostałych. Nie jestem pewien, czy ten metafora idealnie pasuje, ale dla mojego umysłu to jak zbudowanie zestawu Lego zamiast wlewanie betonu. Co mnie najbardziej zaintrygowało, to intencja. Większość blockchainów idzie albo w stronę pełnej przejrzystości, albo pełnej prywatności. @Dusk znajduje się nieco w środku — ale świadomie. A ta niekomfortowość jest właściwie tym, co sprawia, że jest ciekawy. To jakby uznawali, że rzeczywista finansów nie jest czarno-biała. Istnieją dziwne zasady, jurysdykcje i procesy, które potrzebują elastyczności, bez przekształcania wszystkiego w chaos. Przypominałem sobie, jak tradycyjna finansów radzi sobie z poufnymi informacjami. Banki nie publicznie przekazują swoich transakcji w czasie rzeczywistym. Fundusze nie ujawniają publicznie swoich strategii. Nawet inwestorzy detaliczni nie chcą, by ich cały portfel i aktywność były na widoku. A większość blockchainów po prostu… robi dokładnie to. Wszystko jest publiczne domyślnie. Dobrze dla niektórych rzeczy, strasznie źle dla innych. Stąd kiedy natknąłem się na podejście Dusk — prywatność domyślnie, ale audytowalność, gdy to konieczne — wydawało się to odwrotnie niż się spodziewałem, ale w bardzo odświeżającym sposób. Możesz mieć prywatne transakcje, ale jeśli regulacyjna lub audytorzy naprawdę potrzebują dostępu, istnieje mechanizm do tego. To jak zamknięte szafki. Istnieją, ale klucz nie został wrzucony do oceanu. Nie chcę, by to brzmiało, jakbym nagle stał się prorokiem Dusk, bo nie jestem. Nadal mam sporo wątpliwości.
Siedziałem w inny wieczór, patrząc na zatłoczoną chmurę i myśląc: „Dlaczego dalej ufałem wszystkim tym danym jednej firmie, która może po prostu mnie zablokować, kiedy tylko chce?” Ta mała irytacja skłoniła mnie do ponownego przeszukania opcji przechowywania rozproszonego, i właśnie wtedy na moim radarze pojawiło się @Walrus 🦭/acc ($WAL ). Z tego, co zauważyłem przeglądając dokumentację i uczestnicząc w rozmowach społeczności, Walrus to nie kolejny token DeFi udający się przydatnym. Działa na Sui i w istocie próbuje obsłużyć duże dane tak, jak powinno się to robić od lat — rozdziela pliki na kawałki, rozprowadza je po sieci i pozwala kodowaniu wykorzystującemu błędy na zapewnienie ich odzyskiwalności. Idea jest prosta: jeśli jeden węzeł zniknie, cały plik nie przestanie działać. A ponieważ wszystko odbywa się w stylu blobów, koszty są znacznie niższe niż próba umieszczenia pełnych plików bezpośrednio na łańcuchu. Token WAL to to, co napędza system — transakcje, staking, rządy — wszystko jak zwykle. To, co mnie interesuje, to aspekt prywatności. Nie jest to wykorzystywane jako sztuczny argument marketingowy; po prostu jest wbudowane. Prywatne transakcje, prywatne przechowywanie… wydaje się, że zaprojektowano to z założeniem, że ludzie naprawdę dbają o nieprzezroczystość. Ale martwię się zazwyczaj o jedno: przyjęcie. Przechowywanie rozproszone działa tylko wtedy, gdy wystarczająco dużo osób uczestniczy. Bez aktywnych operatorów węzłów i aplikacji dezentralizowanych, które rzeczywiście przechowują dane, cały model staje się niestabilny. Sui nadal rośnie, więc #Walrus jest dość mocno powiązane z tym rozwojem. Nadal jednak koncepcja wydaje się praktyczna, nie błyszcząca. A to samo już samo w sobie wyróżnia ją w przestrzeni pełnej głośnych obietnic i bardzo małej realizacji.
WALRUS (WAL) — Moje szczegółowe badanie warstwy przechowywania skupionej na prywatności na Sui
Po raz pierwszy natknąłem się na Walrus, gdy zauważyłem kilka rozmów na temat kryptowalut na Twitterze dotyczących „decentralizowanego przechowywania dużych plików” i tego, jak Sui eksperymentuje z nowymi sposobami obsługi dużych danych. Zazwyczaj, gdy słyszę o projektach blockchain związanych z przechowywaniem danych, moja myśl automatycznie skacze do gigantów – Filecoin, Arweave, Storj. Ale Walrus ciągle pojawiał się w bardziej technicznych wątkach, a ja zacząłem się ciekawić. Chciałem zrozumieć, co go różni i dlaczego niektórzy deweloperzy wydają się prawdziwie entuzjastyczni. W związku z tym poświęciłem trochę czasu na czytanie, oglądanie dyskusji deweloperskich i testowanie tego, co mogłem samodzielnie. Na ile mogę ocenić, @Walrus 🦭/acc nie stara się być kolejnym ogólnym warstwą przechowywania. Jest wązko powiązane z ekosystemem Sui i wydaje się prawie zaprojektowane wokół architektury łańcucha, a nie dodane jako pośpieszne dodatek. To zwróciło moją uwagę, ponieważ większość projektów próbuje stworzyć uniwersalne, jednolite rozwiązania, które kończą się albo zbyt skomplikowane, albo zbyt kruche. Walrus wydaje się bardziej realistyczny i precyzyjny, choć wciąż próbuję zrozumieć pełne konsekwencje działania tego systemu.
próbuję zrozumieć, dlaczego Dusk ciągle pojawia się w rozmowach o „zarejestrowanym DeFi”. Zazwyczaj ten wyraz wywołuje we mnie lekkie obrzydzenie — wydaje mi się, że ktoś próbuje mnie sprzedawać paradoksalną koncepcję. Ale Dusk pojawia się tak często, że w końcu pomyślałem: no dobrze, może jednak powinienem poświęcić temu trochę czasu, zamiast od razu odrzucać to wszystko na skutek instynktu. Zacząłem czytać, nie z żadnymi dużymi ambicjami stania się ekspertem, tylko pod wpływem cichego zainteresowania. I w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że spędzam więcej czasu myśląc o koncepcji „prywatności, którą można nadzorować”, niż o typowych argumentach dotyczących dezentralizacji czy struktury rynku. To połączenie nie jest tym, czego się spodziewam od blockchainów. Zazwyczaj dostajemy albo całkowitą anonimowość, albo całkowitą przejrzystość. Dusk wydaje się próbować zająć nieprzyjemny środek, miejsce, w którym instytucje chcą reguł, ale jednocześnie chcą gwarancji kryptograficznych, a osoby prywatne chcą prywatności, ale jednocześnie chcą mieć możliwość udowodnienia, że grają zgodnie z tymi regułami.
Zauważyłem sobie niedawno, jak przewijam kolejny wątek o projektach DeFi skupiających się na prywatności, i zdałem sobie sprawę, jak rzadko można znaleźć coś, co nie jest po prostu powtarzaniem tych samych hasłów. To właśnie skłoniło mnie do dokładniejszego przyjrzenia się #Walrus ($WAL ). Często widziałem jego nazwę pojawiającą się w ekosystemie Sui, więc pomyślałem: no dobrze, zobaczmy, o czym naprawdę chodzi. Po przeczytaniu dokumentacji i rozmowach z kilkoma osobami budującymi na Sui, zrozumiałem, że @Walrus 🦭/acc nie próbuje odnowić magii blockchaina. Raczej rozwiązuje bardzo niewygodny, ale bardzo ważny problem: przechowywanie dużych fragmentów danych na łańcuchu bez przesadnego wzrostu kosztów. Wykorzystują kodowanie zredukowane oraz podejście typu blob, aby rozbić pliki na części i rozproszyć je w sieci rozproszonej. To trochę jak torrentowanie, ale z Web3, z dodatkowymi warstwami stakingu, rządzenia i prywatnych transakcji. Co mi się podoba, to że wydaje się to praktyczne. Nie wszystko musi być „rewolucyjną paradigma Web3”. Niektóre rzeczy po prostu muszą działać lepiej niż wersje centralizowane. I szczerze mówiąc, narzędzia prywatności już nie są opcjonalne — zbyt wielu ludzi niedocenia, jak narażone są ich dane. Jednak mam jedną niepokojącą wątpliwość: przyjęcie. Sieci przechowywania żyją i umierają w zależności od udziału, a trudno zyskać wystarczająco dużo operatorów węzłów i rzeczywistego użytkowania dApp, by cały system był trwały. Technologia to jedno; przyciągnięcie społeczności to drugie. Wciąż obserwuję ten projekt. Koncepcja ma sens, a realizacja wygląda bardziej przejrzysto niż wiele projektów obiecujących podobne rzeczy. Jeśli ekosystem naprawdę się rozrośnie wokół niego, WAL może stać się więcej niż tylko kolejnym tickerem unoszącym się po Crypto Twitter.
I caught myself the other day staring at yet another DeFi dashboard, wondering
why everything still feels so… exposed. You move tokens around, you sign a few transactions, and boom—half the world can see what you did, when you did it, and how much you spent. Kinda wild when you think about it. That got me digging into privacy-oriented protocols again, and I stumbled deeper into Walrus (WAL) than I expected.I’d heard the name floating around in Sui circles before, but honestly, I’d brushed it off—partially because the name sounded like some meme project, partially because I assumed it was just another “private transactions” pitch I’d heard a dozen times. But after spending a few days reading docs, poking around community chats, and testing the protocol’s storage mechanics myself, I realized it’s doing something a bit weird and kind of clever. It’s not just privacy for payments. Walrus is more like a mash-up of decentralized storage + privacy tools + DeFi incentives, but built in a way that feels more practical than theoretical.The part that caught my attention first was how they’re handling storage. Walrus uses erasure coding and blob storage, which sounds intimidating if you’re not knee-deep in infrastructure stuff. But the simple version is: instead of storing one big file in one place, Walrus splits it into chunks, distributes those chunks across tons of nodes, and makes sure you can still recover the file even if some pieces vanish. Like digital duct tape plus redundancy. It’s pretty similar in spirit to how some enterprise cloud systems manage data, but without a mega-corporation controlling the hardware.And because it’s on Sui, the throughput is way higher than those older chains that choke when you try to store anything bigger than a profile picture. I tried uploading a few mid-sized files through a test environment, half expecting jankiness or broken uploads, but it actually felt smoother than a lot of the so-called “Web3 storage” tools I’ve used before. I’m not saying it’s perfect—there were still moments where I had to refresh or re-connect a wallet—but the foundation felt solid.What kind of surprised me is how Walrus combines all this storage stuff with the financial layer. WAL, the native token, isn’t just a random governance coin. It fuels the system. Validators and storage providers get rewarded for keeping the network running and hosting data. Users stake or use WAL for interacting with dApps built on top of the protocol. It’s kind of like Filecoin meets Zcash meets Sui’s performance—at least that’s the vibe I got.Now, I’ll be real: I don’t think every project needs a token. There are some blockchains out there that slap a token on anything just to farm hype. With Walrus, though, the token feels like it has a job. Without WAL, it’d be hard to coordinate incentives for all those nodes storing pieces of files. And I get why they built it this way. If you’re trying to convince a global network of random people to store data reliably, you need something that keeps them honest and rewards them for not disappearing overnight.Still, there’s a risk buried in that setup. If $WAL ’s price swings too hard (and let’s be real, crypto tokens swing like crazy), it could affect the cost of storage or the reliability of provider incentives. I’m not saying it’ll happen, but we’ve all seen how token-based economies can wobble when the market gets spooked. It’s important for anyone looking into Walrus to treat it as an evolving ecosystem, not some guaranteed stable infrastructure.Another thing I like—probably more than I expected—is their focus on privacy. Not just “your name isn’t attached to your wallet” privacy, but privacy in how data is stored, accessed, and moved. If you’ve ever tried building anything that involves sensitive information, you know how awful it can be dealing with centralized providers. One subpoena, outage, or policy shift, and suddenly your entire system is at risk. Walrus takes that centralized choke-point away. By spreading encrypted fragments across a large network, it becomes insanely difficult for any outsider to reconstruct or tamper with your files.But there’s a trade-off. Decentralized storage isn’t always as fast or instantly accessible as centralized cloud services. It’s just a different beast. If you’re expecting AWS-level latency, you might be disappointed. And we still don’t know how Walrus will perform under massive real-world demand. It’s early. Big claims are easy; big performance under pressure is harder.From what I’ve seen, though, @Walrus 🦭/acc seems built with real use-cases in mind—apps that need censorship-resistant storage, creators who don’t want their content at the mercy of a single server, researchers who need privacy, and even regular people who just don’t want their digital life scraped or archived. The protocol gives you a place to store data without worrying that someone in a glass building can flip a switch and lock you out.What really made me think, though, was how this could open doors for dApps that actually need heavy data but couldn’t exist on-chain before. Most blockchains handle data like it’s a luxury item—you get a tiny bit of space, and you better treasure it. Walrus flips that on its head by treating large data as a first-class citizen. I could imagine video dApps, gaming platforms with real storage needs, research tools, and entire decentralized websites that don’t rely on centralized hosting.Of course, there’s still that nagging question: will people actually build on it? Technology isn’t the hard part anymore. Adoption is. Developers jump to ecosystems with the best tools, biggest audiences, and clearest paths to profitability. Walrus is still carving out its position. It’s promising, but promising doesn’t equal guaranteed.The privacy angle is a double-edged sword, too. Some people love it. Some regulators don’t. And sometimes these privacy-first networks get misunderstood and lumped into the “this must be for shady stuff” category. I don’t think that’s fair, but I’ve watched it happen enough times to know it’s a real risk.Even with those doubts in the back of my mind, I still find the project intriguing. I like seeing DeFi evolving beyond just swapping tokens and yield farming. Walrus feels like an attempt to solve a real infrastructure problem instead of just inventing another staking loop. It’s trying to make the blockchain usable for the kind of data we actually work with every day—videos, documents, app files, backups—not just small transactions.After spending time digging through everything, I’ve walked away thinking this: Walrus might not hit the mainstream overnight, but it’s definitely one of those projects I keep an eye on because it actually does something different. And honestly, in a sea of copy-paste DeFi protocols, that alone feels refreshing.If you’ve been in crypto long enough, you know the best stuff usually starts small, misunderstood, and a little messy. #Walrus fits that mold pretty well. I’m curious to see how it grows—and whether it becomes one of the few DeFi projects that moves beyond speculation into something people use without even thinking about it.
Zastanowiłem się, że w nocy przeglądałem kolejną kupę białych papierów DeFi
po części z ciekawości, po części ponieważ zostałem już wystarczająco dużo spalony, by wiedzieć, że badania mają większe znaczenie niż hype. Gdzieś pomiędzy odnowieniem kawy a zastanawianiem się, dlaczego każdy projekt nagle nazywa się „rewolucyjnym”, natknąłem się na Walrus (\u003cc-21/\u003e). Na początku nazwa sprawiła mi uśmiech — mam na myśli, widziałem żaby, psy, koty i nawet ziemniaki na blockchainie — ale walerus? Dobra, dlaczego nie. Ale rzecz w tym… im więcej czytałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że to nie kolejny projekt typu „meme-token w kurtce”, który ma coś na myśli. Pod powierzchnią dzieje się coś naprawdę, i to w sposób dziwnie praktyczny, w sposób, w jaki wiele narzędzi DeFi nie jest.
Pewnej nocy przyłapałem się na tym, że gapiłem się na kolejną
Ogłoszenie „prywatnego DeFi” na X i myśl: No dobrze, ale czy cokolwiek z tego faktycznie działa w realnym świecie? Jestem w tym świecie wystarczająco długo, by wiedzieć, że połowa projektów krzyczących o prywatności zazwyczaj oznacza: „dodaliśmy mikser i mamy nadzieję, że nikt nie będzie zadawał pytań”. Kiedy więc ciągle słyszałem, jak ludzie wspominają o Walrusie (WAL) i całym tym kodowaniu wymazującym na Sui, postanowiłem sam się w to zagłębić, zamiast polegać na powtarzanych argumentach. Co mnie zaskoczyło? Walrus nie próbuje być kolejną kopiuj-wklej kryptowalutą zapewniającą prywatność. To nie Monero 2.0 ani Zcash z innym marketingiem. To raczej instalacja pod podłogą zdecentralizowanego systemu przechowywania danych i prywatności. Wyobraź sobie, że Arweave, Filecoin i odrobina Secret Network miałyby dziecko, ale dziecko dorastałoby na Sui i miało pewne poglądy na temat tego, jak właściwie powinno działać przechowywanie danych. Takie właśnie odniosłem wrażenie. Z tego, co widziałem, $WAL to w zasadzie token, który utrzymuje wszystko w ruchu w protokole Walrus. Używa się go do zarządzania, do stakingu walidatorów, do interakcji z aplikacjami zdecentralizowanymi (dApps) korzystającymi z jego warstwy pamięci masowej oraz do opłacania kosztów w prywatnym systemie transakcji protokołu. Różnica polega na tym, że część pamięci masowej nie jest dodatkiem. To rdzeń. Biorą duże pliki, dzielą je za pomocą kodowania wymazywania (czyli wymyślnego sposobu dzielenia plików na części, które można zrekonstruować, nawet jeśli niektóre fragmenty znikną) i rozprzestrzeniają je w zdecentralizowanej sieci. Pomysł jest dość prosty: jeśli przechowujesz coś na wielu węzłach, zyskujesz redundancję i odporność na cenzurę bez płacenia fortuny. Szczerze mówiąc, to właśnie ta część przykuła moją uwagę. Wszyscy widzieliśmy, jak drogie może być zdecentralizowane przechowywanie danych, gdy sieć zaczyna zyskiwać na popularności. Obserwowaliśmy też, jak scentralizowane usługi chmurowe potrafią po prostu przełączyć przełącznik i coś usunąć, bo jest to „niezgodne z polityką”. Dlatego idea rozwiązania pośredniego – zdecentralizowanego, prywatnego i niezbyt kosztownego – jest orzeźwiająca.To, czy @Walrus 🦭/acc faktycznie to zapewnia w dłuższej perspektywie, to już inna historia, ale przynajmniej intencja ma sens. Podoba mi się w tym projekcie to, że próbuje rozwiązać dwa problemy jednocześnie: kwestię prywatności i kosztu przechowywania. Większość protokołów wybiera jedno lub drugie. Ale Walrus wydaje się próbować budować szyny dla aplikacji, które potrzebują obu. Jeśli jesteś deweloperem próbującym uruchomić zdecentralizowaną aplikację (dApp) obsługującą poufne dane — na przykład dokumentację medyczną lub dokumenty finansowe — nie możesz po prostu wrzucić tego na tradycyjny, publiczny blockchain i liczyć na to, że kryptografia cię uratuje. W przypadku #Walrus istnieje opcja: zachowaj prywatność danych, rozpowszechnij je, pozwól użytkownikom weryfikować je bez ich ujawniania. Najfajniejszą rzeczą (moim zdaniem) jest koncepcja magazynu blobów. Zamiast bawić się drobnymi transakcjami lub przechowywać dane bezpośrednio w łańcuchu, Walrus wykorzystuje system, który przesyła duże dane poza łańcuch, jednocześnie zachowując dowody integralności w łańcuchu. To tak, jakby mieć gigantycznego, zdecentralizowanego Dropboxa działającego w tle, ale z mechanizmami kontroli, które gwarantują, że nikt po cichu nie modyfikuje twoich plików. A ponieważ jest zbudowany na blockchainie Sui, korzysta z równoległego wykonywania Sui, co oznacza, że nie spowalnia tak bardzo, gdy sieć jest obciążona. Wszystko to brzmi świetnie na papierze — ale nie wierzę w to bezkrytycznie. Jest kilka rzeczy, które wciąż sprawiają, że trochę się waham. Po pierwsze, zdecentralizowane sieci pamięci masowej historycznie mają problemy ze spójnością. Niektóre węzły przechodzą w tryb offline. Niektóre tracą dane. Niektóre po prostu znikają. Erasure code pomaga, ale to nie magia. Nadal potrzebujesz solidnej grupy uczestników, którzy są faktycznie zmotywowani do wiernego przechowywania danych. I właśnie tutaj WAL odgrywa kluczową rolę. Jeśli popyt na WAL spadnie lub zachęty do stakingu nie będą atrakcyjne, ryzykujesz, że sieć będzie technicznie dobrze zaprojektowana, ale praktycznie niedostatecznie wspierana. Co więcej: prywatność w DeFi to miecz obosieczny. Ludzie chcą prywatności, dopóki organy regulacyjne nie zaczną zwracać na nią uwagi. Kiedy sieć reklamuje prywatne transakcje odporne na cenzurę, nieuchronnie budzi to zdziwienie.Nie twierdzę, że Walrus będzie miał kłopoty — po prostu mówię, że historia nie była zbyt łaskawa dla projektów skupionych na prywatności, gdy w centrum uwagi znalazły się kwestie zgodności. A ponieważ Walrus zajmuje się przechowywaniem danych, a nie tylko transferami finansowymi, wkracza w regulacyjną szarą strefę, co może być albo ogromną zaletą, albo powolnym bólem głowy. Ale oto, co sprawia, że nie mogę się oderwać: przypadki użycia wydają się uzasadnione. Nie science fiction. Nie wyimaginowane. Po prostu praktyczne. To rzadkość. Widziałem niezależnych deweloperów narzekających latami na koszty przechowywania ogromnych zestawów danych w łańcuchu bloków lub na trudności w tworzeniu aplikacji wymagających prywatności bez zmuszania użytkowników do korzystania ze scentralizowanych platform. Walrus daje im zestaw narzędzi, które faktycznie rozwiązują te problemy. A ponieważ wszystko jest zorganizowane wokół WAL jako tokena zarządzającego zachętami i zarządzaniem, posiadacze nie są tylko widzami — są częścią machiny. Jeśli spodziewasz się typowego szumu w stylu „ten projekt będzie się kręcił w następnym cyklu”, to nie to widzę. Walrus bardziej przypomina infrastrukturę – nudny, ale niezbędny kręgosłup aplikacji, które mogą jeszcze nie istnieć. I szczerze mówiąc, to właśnie tam często pojawiają się najciekawsze możliwości. Nie w błyszczących monetach-memach, które krzyczą o uwagę, ale w cichych systemach, na których po cichu polegają inni twórcy. Wciąż uważnie obserwuję, jak się skaluje i jak aktywny staje się ekosystem. Jeśli liczba aplikacji zdecentralizowanych faktycznie korzystających z Walrusa wzrośnie, myślę, że WAL ma realną szansę stać się kluczowym tokenem użytkowym w ekosystemie Sui. Jeśli jednak adopcja się zatrzyma, może skończyć jako kolejny technicznie imponujący, ale niedoceniany protokół. Tak czy inaczej, jest to jeden z niewielu projektów łączących przechowywanie danych z prywatnością, który nie sprawia wrażenia, jakby naginał rzeczywistość, aby przebić się do swojej wizji. A w kryptowalutach samo to jest warte uwagi.
Im więcej myślę o @Dusk , tym bardziej wydaje mi się, że to projekt, który nie stara się od razu mnie impressionować. Większość blockchainów zaczyna od głośnych obietnic, olbrzymich ekosystemów, błyszczących grafik i słów typu „rewolucja” rozsianych wszędzie. #Dusk nie robi tego. Wydaje się niemal celowo umiarkowany, jakby wiedział, że jego odbiorcami nie są typowe osoby z kryptowalut, ale ludzie pracujący w tych cichych, poważnych zakątkach finansów, których większość z nas nigdy nie widziała.
To, co ciągle przyciąga moją uwagę, to sposób, w jaki Dusk łączy prywatność z regulacją. Nadal próbuję to zrozumieć. W moim umyśle prywatność zwykle oznacza zamykanie wszystkich. A regulacja zwykle oznacza umożliwienie dostępu pewnym osobom. Gdy próbuję wyobrazić sobie oba te elementy jednocześnie, to jakby próbować wyobrazić sobie drzwi, które są jednocześnie zamknięte i otwarte. Wiem, że dowody zerowej wiedzy mają rozwiązać ten problem, ale nadal nie potrafię wizualizować dokładnie tego przepływu. Kto ma możliwość „otwarcia” prywatnych danych, gdy to konieczne? I jak zapobiegać nadużywaniu tego mechanizmu?
Innym elementem, który ciągle zauważam, jest to, jak $DUSK unika hiperbolicznych funkcji. Nie ma agresywnego farmingu DeFi, nie ma emocjonalnych obietnic o wolności finansowej. Zamiast tego skupia się na tematach takich jak papier wartościowe, zgodność z przepisami, rozliczenia na poziomie instytucjonalnym — typach tematów, które większość ludzi przeskakuje, ponieważ nie wydają się ekscytujące. Ale może właśnie to jest cel. Infrastruktura finansowa nie powinna być ekscytująca. Powinna działać.
W tym podejściu jest coś dziwnie szczerych. Nie próbuje zabić Cię rozgłoszeniem nadmiernych marzeń. Po prostu buduje dla świata, który już istnieje, zamiast świata, którego kryptowaluty czasem pragną.
Nadal nie jestem pewien, jak to wszystko się rozegra. Nadal nie wiem, czy instytucje przyjmą ten projekt. Ale wydaje się, że jest to jedna z tych inicjatyw, które warto obserwować — nie głośno, ale cicho.
$DUSK ciągle krąży mi po głowie, nawet gdy nie próbuję myśleć o blockchainach. To dziwne, bo zwykle szybko tracę zainteresowanie wszystkim, co brzmi za bardzo instytucjonalnie lub za bardzo związane z regulacjami. Ale coś w podejściu Dusk do równowagi między prywatnością a zgodnością z przepisami sprawia, że zatrzymuję się i zastanawiam. To jak patrzenie na kogoś idącego po sznurze i zastanawianie się, czy upadnie, czy jednak uda mu się to zrobić z niezwykłą lekkością.
Pomyśl o łańcuchu z regulowaną prywatnością — wciąż brzmi to dziwnie. Prywatność w kryptowalutach zwykle oznacza ukrycie wszystkiego, aż do tego stopnia, że nawet prawidłowi użytkownicy wydają się podejrzani po prostu z powodu związku. Regulacja zwykle wydaje się przeciwieństwem — odsłanianie wszystkiego, by nic nie przeszło między palcami. Dusk mówi, że chce chronić prywatność, nie powodując niepokoju u regulacyjnych organów. Nie jestem całkowicie przekonany, jak to działa, ale jestem wystarczająco zaintrygowany, by kontynuować czytanie.
Dowody zerowej wiedzy pojawiają się często w dyskusjach o #Dusk . Zrozumiałem ogólnie ideę, ale nie pretensjonuję, że to naturalne dla mnie. Myśl, że można udowodnić, że transakcja jest ważna, nie pokazując szczegółów, wydaje się sprytna, niemal zbyt sprytna. I wciąż zastanawiam się, kto ma dostęp do ukrytych informacji, gdy wymagane są audyty. Ta część nigdy nie wydaje się całkowicie wyjaśniona, a może jeszcze się rozwija.
To, co naprawdę doceniam, to fakt, że @Dusk nie wydaje się desperacko szukające uwagi. Nie próbuje obiecywać ogromnych zwrotów ani twierdzić, że naprawi cały system finansowy. Wydaje się raczej infrastrukturą — cichą, która robi swoje w tle. Może dlatego ciągle o tym myślę. Nie jest głośna, ale jest świadoma.
Nie wiem, czy się powiedzie. Nie wiem nawet, czy instytucje go przyjmą. Ale coś w jego podejściu wydaje się wystarczająco inne, bym nie mógł go jeszcze odrzucić.
To po prostu się wydarzyło, gdy przewijałem mieszankę wątków technicznych i losowych opinii. Ktoś przypadkiem wspomniał — „Dusk to łańcuch prywatności, którego instytucje mogą rzeczywiście używać” — i to zdanie zawisło mi w głowie z powodów, których nie potrafiłem w pełni wyjaśnić. Prywatność i instytucje w jednym zdaniu to zwykle nie idzie razem. Wydawało się to niemal sprzeczne. Może właśnie dlatego zatrzymałem się i zacząłem o tym myśleć. Później, gdy próbowałem dowiedzieć się więcej o Dusk, miałem tę małą wahanię, jaką zawsze mam przed badaniem nowej blockchain. Są ich tak wiele, a każda otoczona warstwą ambitnych obietnic. Łatwo się wyczerpać. Ale Dusk nie brzmiał głośno. Wydawał się cichszy. Bardziej skoncentrowany. Wciąż słowa „zarejestrowany” i „prywatność” obok siebie wywołały we mnie ciekawość w powolny, ostrożny sposób. Z tego, co zrozumiałem, Dusk to blockchain typu layer-1 stworzony specjalnie dla aplikacji finansowych — takich, które banki i instytucje naprawdę obchodzą. Nie chodzi o yield farming, nie o memecoins, nie o zabawne eksperymenty. Raczej o papier wartościowe, przepływy zgodności, tokenizowane aktywa i transakcje, które muszą się podporządkować zasadom. Takie rzeczy, które dzieją się w budynkach z matowymi szybami i długich salach zarządu.
Zaloguj się, aby odkryć więcej treści
Poznaj najnowsze wiadomości dotyczące krypto
⚡️ Weź udział w najnowszych dyskusjach na temat krypto