Siedziałem w inny wieczór, patrząc na zatłoczoną chmurę i myśląc: „Dlaczego dalej ufałem wszystkim tym danym jednej firmie, która może po prostu mnie zablokować, kiedy tylko chce?” Ta mała irytacja skłoniła mnie do ponownego przeszukania opcji przechowywania rozproszonego, i właśnie wtedy na moim radarze pojawiło się @Walrus 🦭/acc ($WAL ). Z tego, co zauważyłem przeglądając dokumentację i uczestnicząc w rozmowach społeczności, Walrus to nie kolejny token DeFi udający się przydatnym. Działa na Sui i w istocie próbuje obsłużyć duże dane tak, jak powinno się to robić od lat — rozdziela pliki na kawałki, rozprowadza je po sieci i pozwala kodowaniu wykorzystującemu błędy na zapewnienie ich odzyskiwalności. Idea jest prosta: jeśli jeden węzeł zniknie, cały plik nie przestanie działać. A ponieważ wszystko odbywa się w stylu blobów, koszty są znacznie niższe niż próba umieszczenia pełnych plików bezpośrednio na łańcuchu. Token WAL to to, co napędza system — transakcje, staking, rządy — wszystko jak zwykle. To, co mnie interesuje, to aspekt prywatności. Nie jest to wykorzystywane jako sztuczny argument marketingowy; po prostu jest wbudowane. Prywatne transakcje, prywatne przechowywanie… wydaje się, że zaprojektowano to z założeniem, że ludzie naprawdę dbają o nieprzezroczystość. Ale martwię się zazwyczaj o jedno: przyjęcie. Przechowywanie rozproszone działa tylko wtedy, gdy wystarczająco dużo osób uczestniczy. Bez aktywnych operatorów węzłów i aplikacji dezentralizowanych, które rzeczywiście przechowują dane, cały model staje się niestabilny. Sui nadal rośnie, więc #Walrus jest dość mocno powiązane z tym rozwojem. Nadal jednak koncepcja wydaje się praktyczna, nie błyszcząca. A to samo już samo w sobie wyróżnia ją w przestrzeni pełnej głośnych obietnic i bardzo małej realizacji.