Po 43-dniowym wstrzymaniu działalności rynek finansowy w USA w końcu otrzymał świeże dane na temat inflacji, ale radość z "ładnych" cyfr na poziomie 2,7% jest nieco przyćmiona ich statystyczną czystością. Spotkaliśmy się z unikalną sytuacją: dane z października zostały po prostu wymazane z historii, a raport za listopad, choć wygląda jak balsam dla duszy inwestora, niesie ze sobą zbyt wiele "szumu". Niemniej jednak, indeksy giełdowe postanowiły nie psuć sobie nastroju i chwyciły się pozytywu, wysyłając kontrakty terminowe S&P 500 i Nasdaq w zielony sektor.
Logika rynku jest teraz prosta do obrzydzenia: jeśli inflacja zwolniła (nawet jeśli nie do końca rozumiemy, jak dokładnie to zrobiła w październiku), to znaczy, że Fed ma związane ręce. Tym bardziej, że rynek pracy zaczyna wysyłać wyraźne sygnały o przegrzaniu. Wzrost bezrobocia do 4,6% — najwyższego poziomu od czterech lat — przekształca Fed z łowcy inflacji w zbawiciela gospodarki. Inwestorzy już na całego przymierzają na siebie scenariusze obniżenia stóp w marcu i lipcu przyszłego roku, a polityczne tło tylko dolewa oliwy do ognia. Oczekiwane przetasowania w kierownictwie Centralnego Banku, zainicjowane przez administrację Trumpa, jednoznacznie sugerują erę tanich pieniędzy, co powstrzymuje dolara przed gwałtownymi ruchami, a rentowność 10-letnich obligacji wynosi około umiarkowanych 4,14%.
Jednak za ogólnym fasadą rynkowego optymizmu kryje się głęboki rozłam, który wyraźnie widać w raportach korporacyjnych. Na jednym biegunie widzimy triumf wysokich technologii i AI. Micron Technology, który wzrósł o 16% po błyskotliwym kwartalnym raporcie, oraz Oracle, który zyskał na tle strategicznej umowy dotyczącej TikToka, pokazują, że hype na temat AI to wciąż realne paliwo dla wzrostu. Te firmy żyją w świecie, w którym popyt na moce obliczeniowe przysłania wszelkie ryzyka makroekonomiczne. Sektor technologiczny pozostaje tym samym azylem bezpieczeństwa, do którego kapitał napływa w poszukiwaniu realnych zysków, a nie tylko statystycznych nadziei.
Na drugim biegunie, w świecie rzeczywistego handlu detalicznego i globalnej logistyki, obraz wygląda zdecydowanie mniej radośnie. Spadek akcji Nike o ponad 10% był zimnym prysznicem dla tych, którzy wierzyli w szybkie odbicie sektora konsumpcyjnego. Słabe sprzedaże w Chinach i presja nowych taryf na marżę to te „szare łabędzie”, które zaczynają wychodzić z cienia. Kiedy buty sportowe stają się droższe w produkcji, a kupujący w Pekinie lub Szanghaju zaciska pas, żadne obietnice o obniżeniu stóp procentowych przez Fed nie pomogą przywrócić czystego zysku tutaj i teraz. Podobna sytuacja ma miejsce w logistycznym gigancie FedEx, którego wyniki nie zdołały zaimponować inwestorom, raz jeszcze potwierdzając, że puls światowego handlu bije nieregularnie.
Zwieńcza to niejednoznaczną obraz sytuacja rzeczywistej produkcji w kraju. Indeksy aktywności produkcyjnej od Fed z Kansas City i Filadelfii pokazują spadek, przy czym w Filadelfii negatywna dynamika obserwowana jest już trzeci miesiąc z rzędu. Podczas gdy finansowi potentaci w Nowym Jorku świętują „zwycięstwo” nad inflacją, zakłady produkcyjne w głębi kraju notują spadek zamówień i obniżenie wydobycia. Widzimy dziwny symbiozę: rynki finansowe, uniesione politycznymi oczekiwaniami i euforią AI, odrywają się od produkcyjnej rzeczywistości, która zaczyna się zaciąć pod ciężarem niepewności i zagrożeń taryfowych. Ostatecznie rynek będzie musiał zdecydować, co jest ważniejsze — piękne liczby w raportach regulatora czy rzeczywisty stan portfela konsumenta i maszyn w fabrykach.