Noc przed przebudzeniem: moje 730 dni w kasynie

O trzeciej rano znowu zostałem obudzony przez wibracje telefonu.

To nie jest budzik, to przypomnienie o cenie. BTC spadł poniżej mojego ustawionego poziomu stop-loss, ETH wzrosło o 8% podczas mojej drzemki. Siedzę na łóżku, wpatrując się w te skaczące czerwono-zielone liczby, nagle uświadamiam sobie: to już 730 dzień z rzędu.

Dwa lata. Dokładnie dwa lata, moja krzywa emocji była w pełnej synchronizacji z wykresem K.

Kiedy ceny rosną, czuję się wybranym, wskazując drogę w grupie, udzielając nowym "rad". Kiedy ceny spadają, leżę na kanapie przeglądając Twittera, patrząc, jak inni chwalą się zyskami, kwestionując sens życia. Pewnego dnia nawet stworzyłem arkusz w Excelu, aby zapisać codzienne zyski i straty oraz wskaźnik nastroju — okazało się, że korelacja wynosi aż 0.94.

Nazywam to "cyfrowym życiem".

Ale tamtego dnia o trzeciej nad ranem, gdy po raz N-ty otworzyłem aplikację giełdy, nagle zadałem sobie pytanie:

Co bym miał, gdyby jutro wszystkie giełdy zamknęły się?

Odpowiedź sprawiła, że zamarłem: poza masą zmieniających się cyfr, nie mam nic.

Nie mam dzieł, nie mam systemu, nie mam naprawdę własnych rzeczy. Myślałem, że "inwestuję w przyszłość", w rzeczywistości tylko stawiałem zakłady w kasynie, zamieniając niepokój na dopaminę, a czas na iluzje.

W tamtej chwili wiedziałem, że muszę dokonać zmiany.

Nie chodzi o to, by wyjść z rynku, lecz o to, by wyjść z bycia zdefiniowanym przez rynek.

Pierwsza praktyka: naucz się rozmawiać ze swoimi pragnieniami.

Zmiana zaczyna się od małego kroku: usunąłem powiadomienia o cenach z telefonu.

Nie możesz sobie wyobrazić, jak to jest trudne. Przez pierwsze trzy dni co dziesięć minut nieświadomie otwierałem giełdę, nawet bez powiadomień, mój palec automatycznie przesuwał się w kierunku tego znajomego ikony. Jak palacz, który nieświadomie sięga do kieszeni, zostałem wytrenowany na psa Pawłowa.

Ale wytrwałem. Bo zacząłem robić coś ważniejszego: obserwować siebie.

Za każdym razem, gdy chcę spojrzeć na rynek, zatrzymuję się i zadaję sobie trzy pytania:

  • Czego naprawdę chcę?

  • Czego naprawdę się boję?

  • Czy ten ruch rozwiąże problem?

Odpowiedź często bywa okrutna.

Nie chodzi mi o "wiedzieć, jaką jest cena", ale o "potwierdzić, że nie przegapiłem okazji". Nie boję się "straty", ale "bycia wyprzedzonym przez innych". A obserwacja rynku, poza wytwarzaniem niepokoju, niczego nie rozwiązuje.

To, co mówi Mały Mao, to "introspekcja" - nie tłumienie pragnień, lecz dostrzeganie ich.

Kiedy rynek spadł o 15%, moje pozycje natychmiast straciły sześciocyfrową wartość. Kiedyś od razu wpadałem w panikę, pytając w grupie "czy sprzedawać?", a potem sprzedawałem na najniższym poziomie. Ale tym razem, siedząc w kawiarni, obserwując ludzi za oknem, nagle poczułem spokój.

Nie dlatego, że nie dbam o pieniądze, lecz dlatego, że znalazłem racjonalną kotwicę.

Ten kotwicz nie jest żadnym punktem cenowym, ani żadnym wskaźnikiem technicznym, lecz zrozumieniem siebie: znam swoją zdolność do ryzyka, wiem, że tych pieniędzy nie potrzebuję przez trzy lata, wiem, że spadki są częścią cyklu, nie końcem świata.

Kiedy naprawdę zrozumiesz swoje pragnienia i lęki, wahania rynku stają się tłem, a nie główną melodią.

Tamtego dnia napisałem na notatniku zdanie: między nieprzemyślanym zyskiem a niepanikowaniem na spadkach, odnalazłem siebie.

Zasada 40%: zostaw trochę miejsca dla siebie poza rynkiem.

Ale sama introspekcja to za mało. Odkryłem, że choć nie jestem już zniewolony przez ceny, wciąż jestem uwięziony przez "tożsamość w świecie kryptowalut".

Na mojej liście obserwowanych na Twitterze 90% to KOL-e i projekty. Moje subskrypcje podcastów to same programy o kryptowalutach. Rozmawiając z przyjaciółmi, w trzech zdaniach nie opuszczam tematów DeFi, NFT, Layer2. Myślałem, że to się nazywa "skupienie", w rzeczywistości to nazywa się "więzieniem".

Punkt zwrotny to przypadkowa rozmowa.

Przyjaciel zajmujący się tradycyjnymi inwestycjami zapytał mnie: "Jakie książki ostatnio czytasz?" Zamurowało mnie, zdałem sobie sprawę, że od pół roku nie przeczytałem ani jednej książki niezwiązanej z kryptowalutami. On z uśmiechem powiedział: "Wiesz, ile czasu Buffett spędza dziennie na oglądaniu cen akcji? Zero. Spędza czas na czytaniu, myśleniu i grze w brydża."

W tej chwili zrozumiałem: prawdziwi mistrzowie nie wkładają 100% energii w rynek, lecz pozostawiają sobie wystarczająco dużo przestrzeni dla siebie poza rynkiem.

Zacząłem stosować "zasadę 40%":

Codziennie przynajmniej 40% czasu czuwania poświęcam na czynności niezwiązane z rynkiem.

  • Od szóstej do ósmej rano: bieganie, medytacja, czytanie.

  • Od trzeciej do piątej po południu: pisanie, nauka nowych umiejętności, rozmowy z przyjaciółmi spoza świata kryptowalut.

  • Po dziewiątej wieczorem: całkowicie unikałem wszelkich treści związanych z transakcjami.

Na początku było to bolesne. Zawsze czułem, że "marnuję czas", przegapiłem coś ważnego. Ale po miesiącu wytrwałości dostrzegłem niesamowitą zmianę:

Jakość moich decyzji handlowych poprawiła się.

Nie dlatego, że mam więcej informacji, lecz dlatego, że mam jaśniejszy umysł. Gdy nie jesteś już zalany strumieniem informacji, nie jesteś już napędzany przez FOMO, wtedy naprawdę możesz dostrzec, co jest szumem, a co sygnałem.

Co ważniejsze, na nowo odnalazłem siebie.

Zacząłem pisać, nie po to, by zdobywać obserwujących, lecz by uporządkować myśli. Zacząłem ćwiczyć, nie po to, by publikować na mediach społecznościowych, lecz by stawić czoła niepokoju związanemu z siedzącym trybem życia. Zacząłem uczyć się japońskiego, nie z jakiegoś powodu, tylko dlatego, że to po prostu interesujące.

Te "bezużyteczne" rzeczy stały się moim najlepszym lekarstwem na wahania rynku.

Bo przypominają mi: nie jestem tylko "traderem kryptowalutowym", jestem kompletną osobą.

Stwórz swój własny system operacyjny.

Ale prawdziwe przebudzenie następuje, gdy uświadamiam sobie głębszy problem:

Ciągle korzystałem z systemu innych, podejmując własne decyzje.

Gdy widzę, że jakiś KOL poleca projekt, podążam za nim. Gdy widzę, że na jakiejś giełdzie pojawia się nowa moneta, pędzę tam. Gdy widzę, że wszyscy na Twitterze dyskutują o jakiejś narracji, odczuwam FOMO. Myślałem, że "uczę się", w rzeczywistości tylko "kopiowałem i wklejałem".

To jak działanie w swoim życiu na systemie innych - skazany na zacięcia, awarie, niebieskie ekrany.

Zaczynam pytać siebie: jeśli chcę stworzyć swój własny system operacyjny, jakie moduły są potrzebne?

Po trzech miesiącach praktyk i iteracji stworzyłem swój własny "framework badawczy inwestycji":

Filtracja informacji

  • Skup się tylko na 20 naprawdę wartościowych źródłach informacji.

  • Ustal regularny czas na przetwarzanie informacji zbiorczo, zamiast reagować w czasie rzeczywistym.

  • Stwórz bazę wiedzy w Notion, strukturalizując fragmentaryczne informacje.

Model decyzyjny

  • Zdefiniuj swoją logikę inwestycyjną: na co stawiam, dlaczego w to wierzę.

  • Ustanowienie zasad zarządzania pozycjami: nigdy nie inwestuj wszystkiego, zawsze zostaw sobie przestrzeń.

  • Ustal listę kontrolną decyzji: pięć pytań, na które musisz odpowiedzieć przed każdą transakcją.

Warstwa dyscypliny wykonawczej

  • Ustaliłem warunki wyzwalające zakupy i sprzedaż, ustawiając je z wyprzedzeniem, nie zmieniając ich w ostatniej chwili.

  • Dokumentuję logikę i emocje przy każdej transakcji.

  • Miesięczne przeglądy, nie skupiam się na zyskach i stratach, lecz na jakości decyzji.

Zarządzanie umysłem

  • Akceptacja strat jest częścią gry.

  • Nie porównuj się z innymi pod względem zysków, porównuj się tylko z własnym planem wykonania.

  • Zachowaj ciekawość, ale nie pozwól, by nowa narracja cię zniewoliła.

Ten system nie został zbudowany w jedną noc, lecz wypracowany w niezliczonych próbach i błędach.

Najważniejsze jest to, że przekształciło mnie z "pasywnego respondenta" w "aktywniego projektanta". Już nie pozwalam rynkowi kierować swoim życiem, lecz szukam możliwości w swoim rytmie.

To, co mówi Mały Mao, to "suwerenność" - nie wyjście z rynku, lecz nie bycie zdefiniowanym przez rynek.

Dziesięcioletnia perspektywa: od tradera do projektanta systemów.

Ale szybko odkryłem, że sam system inwestycyjny to za mało.

Gdyby moja życie miało tylko jeden wymiar - "zarabianie pieniędzy", wciąż byłbym słaby. Gdy rynek jest dobry, czuję, że życie ma sens; gdy rynek jest zły, popadam w pustkę.

Nie potrzebuję "systemu inwestycyjnego", lecz "systemu operacyjnego życia".

Zacząłem projektować swój życiowy plan z dziesięcioletniej perspektywy. Nie chodzi o ulotne "listy marzeń", lecz o system, który można wdrożyć i iterować, obejmujący pięć wymiarów:

1. Wymiar bogactwa

  • Cel: nie "ile zarobić", lecz "zbudować system przepływu gotówki".

  • Strategia: 70% stabilnych inwestycji (BTC, ETH, amerykańskie obligacje), 20% inwestycji wzrostowych (wysokiej jakości projekty), 10% prób i błędów (nowe narracje).

  • Standard oceny: czy pasywne dochody pokrywają podstawowe koszty życia?

2. Wymiar umiejętności

  • Cel: stać się "człowiekiem T" - głęboko specjalizującym się w dziedzinie kryptowalut, jednocześnie rozwijając umiejętności w AI, pisaniu, produktach.

  • Strategia: co roku głęboko uczyć się nowego obszaru, dostarczać przynajmniej jeden utwór.

  • Standard oceny: czy mogę stworzyć wartość nowymi umiejętnościami?

3. Wymiar dzieł

  • Cel: pozostawić coś naprawdę wartościowego, a nie zniknąć w strumieniu informacji.

  • Strategia: przynajmniej jeden głęboki artykuł co tydzień, jeden kompletny projekt co kwartał.

  • Standard oceny: spojrzeć po roku, czy nadal uważasz, że to ma wartość.

4. Wymiar relacji

  • Cel: zbudować prawdziwe połączenia, a nie zbierać wizytówki.

  • Strategia: co miesiąc głęboka rozmowa z 3-5 interesującymi ludźmi, dokumentowanie rozmów i inspiracji.

  • Standard oceny: czy możemy sobie wzajemnie pomóc w kluczowych momentach.

5. Wymiar duchowy

  • Cel: utrzymać ciekawość, kreatywność i wewnętrzny spokój.

  • Strategia: czytanie, ćwiczenie, medytacja, podróże, utrzymywanie różnorodnych doświadczeń.

  • Standard oceny: czy wciąż czujesz zainteresowanie światem?

Te pięć wymiarów nie jest izolowanych, lecz wspiera się nawzajem. Bogactwo daje mi wolność, umiejętności dają dźwignię, prace dają mi sens, sieci kontaktów dają mi możliwości, duchowość daje mi odporność.

A AI i krypto odgrywają kluczową rolę w tym systemie:

AI jest moją dźwignią poznawczą.

Używam AI do wspierania badań, pisania, nauki, co zwiększa moją efektywność o 10 razy. Ale nie jestem zastępowany przez AI, lecz używam AI do wzmocnienia mojego unikalnego spojrzenia.

Krypto to dźwignia mojego kapitału.

Nie traktuję krypto jako narzędzia "na jedną noc", lecz rozumiem leżącą u jego podstaw logikę: własność, płynność, transfer wartości. Te logiki dotyczą nie tylko inwestycji, ale także projektowania życia.

Kiedy masz ten "system operacyjny życia", wahania rynku stają się tłem hałasu. Bo wiesz, że niezależnie od byka czy niedźwiedzia, ciągle ewoluujesz.

Węzeł główny: gdy stajesz się centrum swojego systemu.

W zeszłym roku miała miejsce sytuacja, w której rynek spadł przez trzy tygodnie, a moje pozycje spadły o 40%.

W grupie słychać lamenty, niektórzy mówią, że muszą się wycofać, inni, że trzeba kupować na dołku, jeszcze inni, że pora leżeć płasko. A ja, siedząc w kawiarni, dalej piszę swój artykuł.

Nie dlatego, że nie dbam o pieniądze, ale dlatego, że wiem: to tylko test wytrzymałości systemu.

Mój system przepływu gotówki nadal działa, moje umiejętności rosną, moje dzieła się kumulują, moje kontakty się pogłębiają, moja duchowość pozostaje stabilna. Wahania rynku to tylko jedno z pięciu wymiarów.

To, co mówi Mały Mao, to "węzeł główny" - gdy stajesz się centrum swojego systemu, zewnętrzne wahania nie mogą cię zachwiać.

Prawdziwa wolność nie polega na robieniu tego, co się chce, ale na nietraceniu przymusu robienia czegokolwiek.

Nie jestem już zmuszony do codziennego śledzenia rynku, ponieważ mam swój własny system decyzyjny. Nie jestem już zmuszony do podążania za trendami, ponieważ mam własny framework badawczy. Nie jestem już zmuszony do porównywania się z innymi pod względem dochodów, ponieważ mam swój rytm życiowy.

Zbudowałem swoje portfolio aktywów, 70% stabilnych inwestycji pozwala mi nie martwić się o krótkoterminowe wahania, 20% inwestycji wzrostowych pozwala mi uczestniczyć w rozwoju branży, 10% na próby i błędy pozwala mi zachować ciekawość.

Zbudowałem swój własny system przepływu gotówki, nie polegając na "jednej szansie", lecz na ciągłym tworzeniu wartości - pisaniu, doradztwie, dochodach z inwestycji, podziale produktów.

Postrzegam zarabianie pieniędzy jako paliwo napędzające jakość życia, a nie źródło stresu. Postrzegam straty jako informację zwrotną, a nie karę. Każda strata mówi mi, która część systemu wymaga optymalizacji.

Zacząłem traktować cykle rynkowe jako rytm życia:

  • Rynek byka: okres zbiorów, realizacja zysków, gromadzenie zasobów.

  • Rynek niedźwiedzia: okres budowy, nauka i rozwój, doskonalenie dzieł.

  • Okres wahań: okres testów, optymalizacja systemu, utrzymanie rytmu.

Taki rytm sprawia, że nie czuję już niepokoju. Bo wiem, że niezależnie od etapu rynku, mam coś do zrobienia i stale się rozwijam.

Nieskończona gra

Pisząc to, minęło już 18 miesięcy odkąd usunąłem powiadomienia o cenach.

W ciągu tych 18 miesięcy doświadczyłem końca rynku byka, długiego rynku niedźwiedzia i niezliczonych wahań. Moja wartość majątku wahała się, ale mój system życiowy ciągle się rozwijał.

Napisałem ponad 50 artykułów, nauczyłem się korzystać z AI do wspierania badań, zbudowałem swoją bazę wiedzy, poznałem grupę naprawdę interesujących ludzi, utrzymałem nawyk ćwiczeń trzy razy w tygodniu, przeczytałem 30 książek.

Co ważniejsze, przestałem definiować siebie jako "tradera kryptowalutowego".

Jestem osobą, która eksploruje możliwości życia w erze kryptowalut. Używam krypto jako dźwigni, AI jako narzędzia, pisania jako sposobu wyrażania siebie, a ciekawości jako paliwa do ciągłego rozwoju.

To jest moje rozumienie "epoki superjednostek":

Nie każdy musi stać się miliarderem, ale każdy może zostać projektantem swojego życia. Nie chodzi o wyjście z rynku, lecz o znalezienie swojego rytmu w rynku. Nie chodzi o dążenie do "wygranej", lecz o dążenie do "ciągłej ewolucji".

Mały Mao ma rację: prawdziwi mistrzowie to nie ci, którzy opuszczają rynek, lecz ci, którzy potrafią w obliczu wahań rynku, dalej ewoluować w życiu.

To jest nieskończona gra.

Celem nie jest "wolność finansowa", nie jest "emerytura", nie jest "leżenie płasko". Celem jest ciągłe ulepszanie, ciągłe istnienie, ciągłe tworzenie, ciągły rozwój.

Kiedy przestałem śledzić rynek, naprawdę zrozumiałem tę grę:

Celem gry nie jest wygrana, lecz kontynuowanie zabawy.

A teraz, w końcu nauczyłem się, jak grać.

Jeśli również jesteś w tej grze, jeśli byłeś zniewolony przez ceny, jeśli chcesz znaleźć swój rytm -

Może od dziś warto zostawić sobie 40% przestrzeni, rozmawiać ze swoimi pragnieniami, budować swój własny system.

Ta droga nie jest łatwa, ale jest tego warta.

Bo gdy stajesz się swoim własnym węzłem głównym, cały świat ustępuje ci drogi.