
Według Burry'ego, obecna siła rynku to „iluzja”, ponieważ cały rajd oparty jest na garstce akcji mega-kapitałowych. 10 największych firm stanowi obecnie 37% wartości rynku USA – najwyższe stężenie od pół wieku, jeszcze bardziej ekstremalne niż w okresie przed Wielką Depresją w 1929 roku.
👉 Kiedy rynek zależy od zbyt małej liczby akcji, historia pokazuje, że ryzyko krachu zawsze jest większe niż możliwość wejścia w nowy cykl wzrostu.
Tymczasem kondycja finansowa amerykańskich gospodarstw domowych szybko się pogarsza, mimo że gospodarka na powierzchni wydaje się "w porządku".
– Dług studencki zaległy prawie 10%
– Karta kredytowa więcej niż 3%
– Dług samochodowy powyżej 5%
– Nieruchomości biurowe więcej niż 11%
🔸 Wzrastający poziom opóźnień w spłacie długów to cichy sygnał, że stres związany z dochodami i wydatkami się rozprzestrzenia, co po pewnym czasie odbije się na zyskach korporacyjnych.
🔸 Największe wąskie gardło? Do 2026 roku około 460 miliardów dolarów zadłużenia w nieruchomościach komercyjnych wygasa, z czego większość została pożyczona w erze niskich stóp procentowych. Teraz, gdy koszt kapitału jest tak wysoki, wiele firm będzie miało trudności z refinansowaniem.
🔸 W tym samym czasie koszty odsetek rządu USA poszybowały w górę, co spowodowało zaostrzenie budżetu w obliczu słabszego wzrostu - niezdrowa kombinacja dla cyklu gospodarczego.
🔸 Burry chce podkreślić, że: warunki, które napędzały wzrost rynku przez ostatnie 10 lat, zniknęły.
- Niższy potencjalny wzrost
- Słabsi konsumenci
- Koszty długu są droższe
- Rynek jest zbyt uzależniony od kilku akcji.
Gdy fundamenty się zmieniają, rynek nie załamuje się z dnia na dzień. Traci impet, staje się bardziej zmienny, trudniejszy do osiągnięcia zysków i wyczerpuje inwestorów kwartał po kwartale.
Dokładnie taki "zmęczony" rynek opisuje Burry.