W centrum procesu Sama Bankmana-Frieda znajduje się spór między dwiema kontrastującymi narracjami; podczas gdy prokuratorzy oskarżają byłego potentata kryptograficznego o zorganizowanie spisku o wartości 10 miliardów dolarów mającego na celu wykorzystanie depozytów klientów do celów osobistych, jego prawnik upiera się, że działał „w dobrej wierze”, aby jego firma odniosła sukces, bez zamiaru oszukiwania.

Jest to najwyższa ocena, jaka spotkała dyrektora biznesowego od czasu wyroku skazującego Elizabeth Holmes za oszustwo na początku 2020 r. Bankman-Fried stał się miliarderem praktycznie z dnia na dzień, by zobaczyć upadek jego firmy i wyparowanie fortuny. Nie przyznał się do siedmiu zarzutów oszustwa i prania pieniędzy, a jeśli zostanie skazany, grozi mu dożywocie.